E-mail
formats

Protokół BCK-AL

formats

Spór ks. Ludwika Januszowskiego ze Starostą

„ Ks. Januszowski, proboszcz dzierzkowicki, przez kilka lat tocząc spór o uposażenie parafialne z Jerzym Rzeczyckim, starostą urzędowskim, wniósł również skargę do króla. Wówczas Szyszkowski, biskup krakowski, listem prywatnym starał się wpłynąć , by tego poniechał, dopóki komisarze wyznaczeni po rozpatrzeniu sprawy nie zdecydują. Kiedy to nie skutkowało, Szyszkowski wezwał Januszowskiego do posłuszeństwa i pod karą ekskomuniki nakazał czekać na komisję , oraz dążyć do ugodowego – bez uszczerbku dla interesów parafii – w przyjacielski sposób zakończenia sporu.

Komisarze biskupi zapowiedzieli zjazd do Dzierzkowic i ustalili termin rozpatrzenia sporu.

Ks. Januszowski nieufnie był nastawiony do bezstronności decyzji komisarzy. Wniósł do akt skargę, że starosta nie ma dobrej woli zakończenia sporu, że umów zawartych nie dotrzymuje, zobowiązań przyjętych nie wypełnia, a przewlekając sprawę, terroryzuje chłopów, by zeznaniami nie wyjaśnili sprawy z największą szkodą nie tylko proboszcza, ale i kościoła, jego budową, ozdobą i zarządem.

Z uposażenia kościelnego prócz dziesięcin chodziło o łąkę zwaną Subgradówka vel alias Wierzchowisko.

Kiedy komisarze biskupi zjechali, starosta oświadczył, że uzna ich postanowienie i łąkę zwróci, ale ( wg tego co proboszcz wniósł do akt) , w niedzielę 19 lipca 1626 r. polecił Stanisławowi Kawałkowi , włodarzowi poddanemu swemu, namowami i pogróżkami zastraszyć świadków, którzy mieli zeznawać, gdzie i w których granicach łąka leżała. Nadto włodarz w ich obecności obrzucił proboszcza obelgami, że chce łąkę zagrabić staroście. Świadkowie słysząc obelgi, w obawie ściągnięcia na siebie złości starosty, niektórzy odmówili zeznań, ci zaś co zeznawali, mówili niezgodnie, tak iż łąki nie zwrócono kościołowi. Na osobności zaś lub pod tajemnicą świadkowie: Wojciech Czarnota, Maciej Górski, Stanisław Kurek, Paweł Gawlik i inni w obecności poddanych księżych Tkaczyka Szymona , Kaczorka Tomasza i Koziaczka Jakuba tak mówili:A bali się prawdę rzec, że jest w tym miejscu na Wierzchowinie łąka plebańska, która omiedzna bywała z łąkami chłopskiemi, to jest Owczarzowską, Majowską, Lisowską, Nieciowską i Dutkowską. Y nie bywało tu nigdy dworskiej łąki, jedno co ta plebańska a pomienionych poddanych. A te łąki tych poddanych bywały ode wsi do rzeki Wyżnickiej, która na te czas chadzała niedaleko wsi, a z drugiej strony tey rzeki bieżała pomieniona łąka do drugiey rzeki Urzędówki, a po inszą stronę pod górę od zapusty ściągająca się także do teyże – Urzędówki. Tey łaki zostawiono teraz plebanowi niciaką sztukę, ale trudno nam wypowiedzieć przed włodarzem, boby nas doniósł do JMsci y miałby potem na nas złą wolę, żeby zaś lada occasią mógłby nas na to zeznanie nasze pomniąc, lada kiedy pobić y dziwy z nami robić, …. nieboszczyk Nieć wziął pięścią w gębę na tey łące y kijem we dworze bito, drugim zagrożono y brody targać obiecano.

Słowa świadków poddani proboszcza gotowi byli przed każdym urzędem potwierdzić. Tkaczyk Szymon pamiętał, że poddany księdza nazwiskiem Komornik na tej łące siano kosił i grabił.

Siła by o tym pisać ( wynurza się ks. Januszowski), przez osiem lat takie figle i sztuki nademną nieprawnem pokazował na trybunale pan podkomorzy. Trzeba było podejmować poszukiwania dokumentów, łożyć koszta. Wreszcie utopiwszy w proces ojcowiznę, wobec fałszu i przewrotności ludzkiej ks. Januszowski nabawił się melancholicznego bólu głowy i choroby oczu. Wracając do domu, y słuchając Medika a oczom folgując, w wiatr nie patrząc, oczym sobie zatulał jadąc, a w tym mię furman zdrayca na pniu w boru przewrócił, o który pień rekem złamał w ramieniu.

Proces zakończył się aż dziewiątego roku, za trzecim dekretem na relaciach et usque ad punctum bannitionis i iudicis Trybunalicis in ipso ultimo gradu bannitionis et cum summo periculo salutis et yitae post trinam praestationem corporalis iuramenti, z wielkiem y z rozmaitem uskarżaniem na nieludzkość i nieuczynność moią, wetkali w mię flor. 600 a dawali 1000 na zapisy. P.Rey także i P. Pszonka zapisowali się na swych maietnościach. Bym ci tu chciał Charissime lector, pisać figle y sztuki, którymi mię trapili y prawie mordowali na piąci arkuszach nie wypisałbym tego.”

 

Ks. dr. Ludwik Zalewski – Z EPOKI RENESANSU I BAROKU

NA LUBELSZCZYŹNIE – str. 113-116.

formats

Jan Dudek Wspomnienia

Historia ruchu oporu i buntu przeciwko uciskowi władz zaborczych w Dzierzkowicach zaczęła się na większą skalę 1905 r. W dniu 12 listopada była urządzona większa manifestacja, w niedzielę na placu kościelnym zebrało się ponad 400 chłopów i wyruszyli w kierunku grabowego lasu , ze sztandarem, który był przechowywany w kościele. Na sztandarze godło państwa Polskiego a pod spodem napis: „Władza dla ludu”. Wyruszyli ze śpiewem „Boże zbaw Polskę” i wiele innych pieśni narodowych. Na czele pochodu jechała konna banderia prowadzona przez Andrzeja Rycerza s. Wojciecha z Zastawia. Pochód zatrzymał się w tzw. Grzebułkach w Grabowym Lesie. Przemówienie dość wzruszające wygłosił ob. Sęczawa Stanisław z Gór ,przeciwko niewoli i uciskowi carskiemu. Domagano się wolnej i niepodległej Polski. Manifestacją kierowali: Sęczawa Stanisław, Kamela Józef, Rycerz Andrzej i Płecha Andrzej. Ludność wznosiła okrzyki ; „Niech żyje wolna Polska”, na zakończenie zaśpiewano „ Jeszce Polska nie zginęła”

Po tej uroczystości długo jeszcze śpiewano w domach pieśni patriotyczne, oraz przystąpiono do tworzenia organizacji oporu i społeczno- gospodarczych.

W 1916 r. powstaje pierwsza Spółdzielnia Mleczarska, a w 1914 r. Kółko Rolnicze w Dzierzkowicach kierowane przez działaczy „Zarania”. W 1916 r. powstaje w Dzierzkowicach Spółdzielnia Spożywców „Siła”

Powstaje Kasa Oszczędnościowo Pożyczkowa im. Stefczyka.

Pierwszymi działaczami społeczno-gospodarczymi byli „zaraniarze” :Sęczawa Stanisław z Gór, Kamela Józef z Podwód, Płecha Andrzej z Rynku, Wojtaszek Kazimierz , Wójtowicz Wincenty, Rycerz Andrzej, Wójtowicz Jan, Rachoń Franciszek , Gąsiorowski Józef – z Zastawia.

W pierwszej wojnie światowej w 1915 r. Dzierzkowice zostały spalone, księgi ludności ocalały ukryte w grobowcu na cmentarzu przez wójta gminy Rachonia Andrzeja z Podwód.

Zostaje założona POW( Polska Organizacja Wojskowa) przez Lelka-Sowę, Wójtowicza Jana, Sęczawę Stanisława, Rudolfa Kotkowskiego i wielu innych.

W 1918 r., gdy odbywały się ćwiczenia organizacji POW , przyszła żandarmeria austriacka i zabroniła ćwiczeń. Peowiacy tego zarządzenia nie wykonali i zostali aresztowani: Sęczawa Stanisław, Wójtowicz Jan, i Wojtaszek Kazimierz. Ludność została zaalarmowana przez dzwony kościelne i zbiegła się pod budynek gminny, gdzie znajdowali się aresztowani. Zaalarmowana POW z Urzędowa ,przybyła z bronią i wywiązała się walka z żandarmeria austriacką. W walce został zabity Kaspruś Tomasz z Rynku, a po stronie austriackiej komendant Rudolf Zimmerman i ranny został jeden żandarm. Żandarmi wcześniej jednak wyprowadzili tylnymi drzwiami aresztowanych i wywieźli do więzienia w Janowie. Następnego dnia zjechało wojsko austriackie, nałożyli kontrybucję na Dzierzkowice i zaczęło się dochodzenie kto był uczestnikiem tej walki. Zeznania wymuszano torturami i biciem. Zabity został Mazur Paweł z Zastawia, ranny Gogół Ignacy, zabrany został do więzienia w Janowie wraz z około 20 innymi aresztowanymi. Po paru tygodniach część z nich zwolniono, zatrzymani zostali Wojtaszek Kazimierz, Wójtowicz Jan i Galie (?) Antoni. Zostali wywiezieni do Lublina na Zamek. W czasie rozbrajania Austriaków , mieszkańcy Lublina wdarli się do więzienia i uwolnili wszystkich, w tym naszych dzierzkowiaków. W tym czasie peowiacy rozbrajali Austriaków w Dzierzkowicach i powołali Milicje Obywatelską.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. rozpoczął się w Dzierzkowicach wielki ruch społeczno polityczny. Powstały organizacje: Stronnictwo Ludowe, Kółka Rolnicze, Koła Gospodyń Wiejskich. Koło Młodzieży „Siew”. W 1928 r. rozpocząl się duży ruch wiciowy. Pierwsze Koło powstało w Zastawiu i Woli. W 1930r. na terenie gminy było już 8 Kół „ Wici” i tyleż Kół Stronnictwa Ludowego. Założycielami pierwszych Kół wiciowych byli: Rachoń Łukasz, Skura Antoni, Wójcik Stanisław, Dudek Jan , Krakowiak Władysław i Tłuścik Jan. Młodzież należąca do Kół starała się zdobyć wiedzę i oświatę przez czytanie różnych pism i książek.

Działaczami Stronnictwa Ludowego byli; Łuszczak Antoni, Rachoń Józef, Wójtowicz Jan, Serafin Szymon, Gąsiorowski Leon, Krakowiak Władysław, Dudek Jan. Działalność ludowców był powodem do starć z policją granatową,

w 1931 r. na błoniach w Budzyniu i 1934 w Dzierzkowicach. W 1937 r. przez ludowców „wiciarzy” był zorganizowany strajk chłopski, który obejmował Kraśnik, Annopol i Józefów.

Po 1939 r zaczęły powstawać organizacje podziemne przeciw hitleryzmowi. W Dzierzkowicach na czele Związku Walki Zbrojnej stanął Lelek-Sowa . Współpracowali: Rachoń Aleksander, Sałamacha Bolesław, Serafin Szczepan, Lipiec Jan, Dudek Jan. W 1940 r. na wiosnę Niemcy wpadli na trop tej organizacji i zlikwidowali jej czołówkę. Zamordowali Stefana Lelka-Sowę, jego córkę Halinę, Rachonia Aleksandra i Sałamachę Bolesława.

Po jej upadku powstała Armia Krajowa na czele której stanął nadleśniczy Zagrodzki, a organizatorem był Nieć Józef.

W styczniu 1941 r. powstały w Dzierzkowicach Bataliony Chłopskie jako pierwsze w powiecie. Komendantem Obwodu nr 2 tj. Kraśnik został Łuszczak Antoni „Żółw”. Głównym ośrodkiem konspiracji powiatu zostały Dzierzkowice, już w 1942 r. powiat posiadał zorganizowanych 27 plutonów, z tego w Dzierzkowicach 14 plutonów.

Następnie komendantem Obwodu Kraśnik został Resztak Bolesław „ Słodkowski”.
Komendantem oddziałów specjalnych – Kierzek Wiktor „Szczapa”.
komendantem oddziałów taktycznych – Adamski Józef „Czarny” , „Mulat”.
komendantem terytorialnym – Surdacki Stanisław „Ambroży”.
komendantka LZK – Gozdulanka Julia „Hanka”.
zaopatrzeniowcem – Piotrowski Franciszek „Morwa”.

Komendy rejonów i placówek obsadzone były przez doświadczonych podoficerów , ludowców. W Dzierzkowicach na komendanta rejonu powołany został Dudek Jan „Dąb”, na zastępcę Cieślik Paweł „Dąbrowa” , a na kwatermistrza Płecha Czesław „Wicher”.Oficerem szkoleniowym został Jach Zygmunt „Pasek”. Do trójki Służby Bezpieczeństwa zostali powołani: Plecha Jakub, Nosek Józef i Resztak Stefan.

Komendantem Ludowej Służby Bezpieczeństwa został Zapalski Czesław „Jan”, a jego zastępcami ; Ciempiel Aleksander i Liponoga Jan.

Na dowódców plutonów powołano:

  1. Kowalski Bolesław, a po jego śmierci Gawlik Ignacy – Wyżnica
  2. Bis Bolesław – Wyżnianka
  3. Piątek Edward – Podwody
  4. Dudek Ludwik – Góry
  5. Wezgraj Jan – Rynek
  6. Ciastek Jan „Mirt” – Terpentyna
  7. Łojek Józef „Jastrząb” – Ludmiłówka
  8. Krakowiak Jan – Zastawie
  9. Lipiec Jan „Hibicki” – Zastawie
  10. Bańka Antoni „Fiołek” – D-ce Wpla
  11. Liponoga Ignacy – D-ce Wola
  12. Ofiara Stanisław „Kary” – Sosnowa Wola
  13. Peczko Jan – Boiska
  14. Markowski Jan – Stefanówka

Stan ogólny ponad 400 ludzi, AL liczył wtedy ok.30 ludzi.

Pierwszy transport broni został sprowadzony z okolic Branwi przez Wiktora Kierzka i Czesława Zapalskiego – 34 karabinów, 4000 szt amunicji, 1 ckm i 1 lkm.

W 1943 r. Dudek Czesław „Orzeł „ ukończył 3- miesięczna szkołę oficerską w powiecie krasnostawskim.

Była duża propaganda do scalenia AK i BCh, ale ze względów patriotycznych i programowych do scalenia nie doszło. W dniu 1 czerwca 1944 r. w domu Wojciechowskiego Jana w Ludmiłówce odbyło się spotkanie BCh i AL w sprawie porozumienia i ustalenia wzajemnych stosunków. Uczestniczyli w niej: ze strony BCh, Antoni Łuszczak, Resztak Bolesław, Adamski Józef; z AL: Szymański Aleksander, Wacława Marek, Edward Kowalik. Dla ochrony spotkania placówka Dzierzkowice wystawiła patrol konny w Grabowym Lesie.

W 1943 r. zimą zorganizowano dwa oddziały specjalne. Na czele jednego z nich stanął Bieniek Jan „Gadomski”,zadaniem jego było zwalczanie sługusów niemieckich, bandytyzmu i ochrona lasów. Drugi oddział objął Kozłowski Mieczysław „Tadek”. Jego zadaniem było zaopatrywanie naszych oddziałów w broń, głównie przez zdobywanie jej na Niemcach.

Na podstawie wywiadu Kozłowskiego zorganizowano akcję na Niemców w Lipce k/ Annopola, w dniu 14 listopada 1943 r. 40 osobową grupą dowodził Kierzek. Zdobyto broń, amunicję, motocykl, odzież i bardzo potrzebną maszynę do pisania. W czasie drugiej akcji 17 grudnia 1943 r. opanowano część Annopola i rozbrojono kilku Niemców.

4 marca 1944 r. podczas rozbrajania Niemca w Annopolu , nasi zostali otoczeni i bohaterską śmiercią zginął Tadek Kozłowski , a Malinowski z Księżomierzy został ciężko ranny. Omawiam te sprawę ponieważ Tadek do naszych oddziałów przybył z Annopola, gdzie był mocno prześladowany przez Niemców. Był bardzo odważny, w biały dzień zabrał ze spółdzielni powiatowej w Kraśniku dwie maszyny do pisania. Na dworcu kolejowym w Kraśniku rozbroił Niemca , zabierając mu pistolet maszynowy. Pomiędzy Annopolem i Gościeradowem zabrał Niemcom cały transport świń, które wieźli do Annopola.

W czerwcu 1945 r. w Sosnowej Woli był zorganizowany dla kobiet kurs Zielonego Krzyża, w majątku Rudzkiego i w lesie Chruślanki. Uczestniczyło w nim ok. 50 kobiet z całego powiatu. Ubezpieczenie składało się z 30 dobrze uzbrojonych ludzi pod dowództwem Zapalskiego Czesława „Jana”.

W dniu Święta Ludowego w 1943 r. w lesie Wyżnianka odbyła się uroczysta przysięga BCh.

Na zaproszenie puławskiego BCh wyruszył z Dzierzkowic oddział pod dowództwem „Szczapy” i „Chrzestnego” w liczbie 150 ludzi. Celem było uśmierzenie Ormian w Braciejowicach, nadgorliwie wysługujących się Niemcom. W Lipcu 1944 r. „Mulat” poprowadził ok. 200 osobowy oddział do Wilkołaza, celem rozpuszczenia junaków bardzo źle traktowanych przez Niemców.

W lipcu 1942 r. z Gościeradowa przybyło 5 bechowców i zlikwidowali kierownika cegielni w Wyżniance, zabierając mu karabin i pistolet parabellum. Następnego dnia Niemcy zrobili obławę, wszystkich złapanych mężczyzn spędzili na podwórze Kamińskiego i tam dwóch zabili: Szymańskiego Bolesława i Sikorę Bronisława.

W czerwcu 1943 r. namówiono do ucieczki jeńców radzieckich przebywających w Budzyniu. Morek Mieczysław i Janik Katarzyna 12 z nich przyprowadzili w nocy do Wyżnianki . Po kilku dniach zostali odprowadzeni przez Pokorę Leona, Rycerza Edwarda i Jastrzębskiego Mieczysława do Trzydnika. Przyjął ich Szymański „Ali” do oddziału skoszarowanego w lesie.

19 lipca 1944 r. placówka z Wyżnianki rozbroiła 7 Niemców wałęsających się po wsi.

Na kilka dni przed wyzwoleniem odbyła się koncentracja oddziałów na placu Nadleśnictwa w Dzierzkowicach. Zebrało się ok 300 ludzi możliwie uzbrojonych. Były również oddziały z Bobów i Wierzbicy. W tym czasie AK z Urzędowa prosi o pomoc, bo własowcy niszczą ,rabują i mordują okolice Urzędowa. Nasz oddział został podzielony na dwie grupy, dowództwo objęli „Wilga” i „Dąbrowa” – Paweł Cieślik , i wyruszył z pomocą urzędowiakom.

Na drugi dzień meldunek, że od Kraśnika w kierunku Dzierzkowic przez Wyżnicę, posuwają się wojska niemieckie. Wysłaliśmy patrol w sile 20 ludzi, na czele Ciempiel Aleksander. Na miejscu połączył się z oddziałem Bisa Bolesława. Natknęli się na czołówkę wojsk niemieckich i po walce zdobyli samochód opancerzony z trzema Niemcami, bron i amunicję.

Następnego dnia (26 lipca) oddziały BCh i AL zdecydowały się wspólnie przystąpić do walki z Niemcami i wyruszyły w kierunku Kraśnika. W okolicy mostu Rynek-Podwody nasz wywiad doniósł o dużych siłach niemieckich. Cieślik i Dudek proponowali aby nie zaczynać walki, jednak dowódca AL, będąc już na stanowiskach otworzył ogień do Niemców i wywiązała się walka. Od strony Ludmiłówki i Suchodół przybył oddział pod dowództwem Zaremby Wojciecha. W tej walce w Podwodach został ciężko ranny jeden z dowódców AL „Zając”i w czasie wycofywania zmarł .BCh wycofało się na Terpentynę. Następnego dnia zarządzono koncentrację na wygonie w Zastawiu. Przybyły oddziały AK, AL i Bch. Gdy oddział BCh przechodził z Terpentyny na Zastawie przez Łysą Górę, Niemcy posuwający się drogą do Ludmiłówki, otworzyli ogień. Ranny został Kotuła Tadeusz. Przygotowywane uderzenie na Niemców nie doszło do skutku, gdyż oceniono siły niemieckie jako zbyt duże.

Za parę dni wkroczyły wojska sojusznicze i nasze oddziały się rozbroiły, część wstąpiła do Ludowego Wojska Polskiego.

Jan Dudek.

Rękopis w posiadaniu rodziny. Opracowanie – Otylia Tomaszewska.

Jan Dudek ps. „Dąb” , ur. 2.XII 1910 r. w Dzierzkowicach, syn Mikołaja i Marianny z Rycerzów. Służbę wojskową odbył w latach 1931-33 w 24 Pułku Ułanów w Kraśniku . Działacz polityczny i społeczny. W okresie międzywojennym prezes Spółdzielni Spożywców „Siła” w Dzierzkowicach. Działacz ZMW „Wici” i Stronnictwa Ludowego. W czasie okupacji należał najpierw do AK, później współtworzył Bataliony Chłopskie. Komendant rejonu Dzierzkowice. Po wyzwoleniu w Szkole polityczno-wychowawczej w Lublinie i Łodzi. Po powrocie w 1947 r. zajmował się gospodarstwem rolnym. Pracował też GS i KFWM. W latach 50 tych prowadził sklep spożywczy, w latach 60-tych właściciel piekarni w Zastawiu. Aktywny działacz ZSL i ZBOWiD, jeden z inicjatorów budowy pomnika upamiętniającego dzierzkowiaków poległych w obydwu wojnach światowych.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Partyzanckim i Medalem z a Wolność. Zmarł 4 kwietnia 1984 r.

formats

Józef Adamski Wspomnienia

Obszerny fragment wspomnień pochodzi z książki „Chleb i krew” wydanej nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w 1968 r.

„Tradycje działalności społeczno-politycznej we wsi sięgają bardzo dawno bo aż do roku 1905, kiedy to usiłowano zorganizować wystąpienie zbrojne przeciwko caratowi. Choć do wystąpienia zbrojnego nie doszło, zorganizowano dość wielką demonstrację w postaci banderii, a następnie pochodu pieszego sprzed kościoła do tzw. Kurnika, znajdującego się w lesie grabowym przy trakcie do Ludmiłówki, gdzie został urządzony więc. Na czele pochodu jechał konno z rozwiniętym sztandarem Andrzej Rycerz, a mówcami na wiecu byli Kazimierz Wojtaszek i Sęczawa. Wszyscy trzej byli potem ścigani przez władze carskie i uznani za rewolucjonistów. W czasie pierwszej wojny światowej oraz w okresie międzywojennym wieś zachowała postawę wysoce patriotyczną.

Z chwilą powstania we Francji polskiego rządu emigracyjnego na czele z gen. Sikorskim, w Dzierzkowicach sędzia wojewódzki Stefan Lelek-Sowa wysunął myśl zorganizowania konspiracyjnych oddziałów wojskowych na tyłach okupanta. Myśl ta została skwapliwe przyjęta przez inteligencję. Organizacja się rozrastała i już w pierwszych miesiącach 1940 r. powstało 9, a następnie 11 placówek. Była to organizacja zwana ZWZ. Należeli do niej m. in. nauczyciel Bolesław Sałamacha, student Zygmunt Jach, inż. leśnik Franciszek Piotrowski oraz pracownicy nadleśnictwa: Czerwiński, Stopnicki i inż. Zagrodzki. Na rozwój organizacji wpływało przekonanie, że najbliższa wiosna przyniesie wyzwolenie. A więc organizacja miała duże pole do popisu na tyłach armii niemieckiej. Powiedzonko ówczesne:” Czym słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej” dodawało chłopakom emocji oraz zapału do otwartej walki w takim stopniu, że trudno to sobie dzisiaj wyobrazić. Żadna matka, żona czy córka nie mogła odmówić mężowi,ojcu czy synowi udziału w walce, były dumne, że ich najbliżsi należą do organizacji i że będą mogli oddać usługi swojej ojczyźnie.

Zdawałoby się, że wszystko idzie jak najlepiej, ludziska chętnie się zapisują, liczba zakonspirowanych szybko się podnosi i to przeważnie z ludzi wojskowych, a w tym duży odsetek podoficerów. Ta sytuacja powoduje prawie jawność organizacji. Na domiar złego umiera jeden z mieszkańców wsi, ppor. Edward Bis, z ran odniesionych na froncie. Był on bardzo lubiany i powszechnie znany przez wszystkich mieszkańców. Zabiegał również o rękę córki sędziego Sowy-Lelka. Z okazji jego pogrzebu zbiera się olbrzymi tłum ludności z całej okolicy, bodajże tysiące osób, a pogrzeb przybiera niemal postać demonstracji politycznej. Nad trumną, na cmentarzu wygłasza płomienne przemówienie Sowa-Lelek, nacechowane wybitnie zwrotami politycznymi. Trzeba stwierdzić, że pogrzeb ten wypadł imponująco. Rodzina zmarłego była dumna z tego pogrzebu, ponieważ taka jego forma wyrażał uznanie zmarłemu za jego postawę polityczna, ofiarność i męstwo, chociaż w wieku 21 lat skończył życie.

Nieudolnie bo zbyt jawnie, prowadzona praca konspiracyjna nie dała długo czekać na wyniki. Już w lutym czy marcu 1940 r. Niemcy przechwytują listę zakonspirowanych z terenu całego powiatu. Robią obławę i aresztują kilkudziesięciu ludzi rekrutujących się przeważnie z inteligencji. Rzecz jasna, że Sowa-Lelek zostaje pierwszy aresztowany, a przy okazji zabrano jego córkę. Po dwóch miesiącach pobytu na Majdanku ( pow. być Zamku) w Lublinie został wraz z córką zamordowany, a reszta aresztowanych wywieziona bądź to do obozów, bądź też zgładzona. Nikt z nich nie wrócił. Dla upamiętnienia ofiar tego pierwszego „wyczynu” ufundowała po wojnie na cmentarzu klasztornym w Kraśniku pamiątkową tablice z wyrytymi nazwiskami pomordowanych.

Po tych aresztowaniach działalność organizacyjna zanikła prawie zupełnie. Dopiero w miesiącach letnich 1940r. do Dzierzkowic przywędrowali nowi emisariusze konspiracyjni i, jak się okazało byli to reprezentanci Narodowej Organizacji Wojskowej. Komendantem tej organizacji na Dzierzkowice został ppor .rezerwy Jerzy Niewiadomski „Grot”. Początkowo wydawało się, że to jest ten sam ruch, ale w miesiącu lipcu, ów „Grot” przyjechał do Dzierzkowic i przeprowadził z trzema mieszkańcami rozmowę, a to z Józefem Noskiem z Terpentyny, Janem Dudkiem z Zastawia i Józefem Adamskim z Woli. Na tej konferencji okazało się, że „Grot” przywiózł ze sobą nowa przysięgę, którą chciał zaprzysiąc zebranych. Zebrani po zaznajomieniu się z jej treścią, odmówili jej złożenia, ponieważ zorientowali się, że była to przysięga partyjna SN. Oświadczono owemu „Grotowi”, że przysięgę wojskową jako żołnierze złożyli już w październiku 1939 r., a partyjną mogą złożyć tylko Stronnictwu Ludowemu, ponieważ są zwolennikami tego właśnie ruchu.

Temu nowemu kierunkowi nie udało się zwerbować chłopów. Natomiast zwerbowali w swoje szeregi przeważnie członków pochodzenia inteligenckiego, a w tym kilkunastu oficerów rezerwy. Do tej grupy przyłączyli się i młynarze miejscowi ze Stanisławem Grzybkiem „ Bejzim” na czele, który zdołał stworzyć w gromadzie Boiska nawet pluton złożony z biedniejszych chłopów za świadczone im podarki w postaci zboża,darmowego przemiału czy też kwitów na kontygent. Należy zaznaczyć że gromada Boiska leży na zachodnim skraju gminy Dzierzkowice, posiada glebę bardzo piaszczystą, ludność jest biedna, a więc tego rodzaju chwyty tam mogły odnosić skutki.

W tym też czasie, za pośrednictwem Antoniego Łuszczaka zam. w Kol. Wyżnianka, dotarła wiadomość, że w całym kraju konspiracyjny ruch ludowy rozpoczyna działalność, jak też przystąpił do tworzenia własnej organizacji bojowej – Batalionów Chłopskich. Ów właśnie Antoni Łuszczak, jako jeden ze starszych i znanych działaczy ludowych, zapoczątkował działalność Roch i BCh na naszym terenie. Do pierwszych organizatorów należeli: Józef Nosek, Józef Adamski, Jan Dudek, Aleksander Ciempiel, Jan Liponoga, Szczepan Serafin, Józef Rachoń, Feliks Dudek i inni. Już w zimie 1940/1941 r. było zorganizowanych 11 pełnych plutonów BCh, złożonych z ludzi o wysokich walorach bojowych. Na jednej z narad dowódców poszczególnych placówek przeanalizowano teren całej gminy pod względem organizacyjnym i stwierdzono , że jest ona objęta działalnością ruchu ludowego, z wyjątkiem nadleśnictwa państwowego, większości nauczycielstwa i młynarzy, gdzie dominowali narodowcy. Reszta zaś, jak spółdzielnia Społem, mleczarnia, zarząd gminy,poczta i wszystkie gromady, były pod wpływami ludowców. Ten rozrost organizacyjny chłopskich szeregów bojowych wzbudził zazdrość u innych i chęć narzucenia swego kierownictwa. Z tej to racji w styczniu 1941 r. zostali zaproszeni Józef Adamski i Jan Dudek za pośrednictwem niejakiego wachmistrza Antoniego Skibińskiego na naradę. Jak się później okazało, organizatorami tej narady byli narodowcy, którzy otwarcie postawili sprawę powołania do życia NSZ jako siły zbrojnej ONR.

W naradzie wzięli udział i inni ludowcy z okolicznych wsi. Jednak nie dała ona żadnych wyników. Zostało powołane powiatowe kierownictwo Rocha, w skład którego wszedł Antoni Łuszczak i Józef Adamski, a także komendant obwodu BCh, którym został ppor. Bolesław Resztak „Słodkowski”, nauczyciel z zawodu, zam. w Liśniku, a wysiedlony z poznańskiego. Po kilku dniach komendant BCh Bolesław Resztak, przyjechał do Józefa Adamskiego w sprawie organizacyjnej i wytypowali Jana Dudka na komendanta BCh tego rejonu, oraz komendantów poszczególnych placówek. System organizacji był trójkowy. Była to konieczność ze względu na bezpieczeństwo organizacji na wypadek wsypy. Następnie odbyła się odprawa komendantów BCh poszczególnych placówek.

Komendantami byli : na Wyżniance – Bronisław Kowalski, Bolesław Bis, w Podwodach – Jan Liponoga, w Górach-Rynku – -Ludwik Dudek, w Terpentynie – Jan Ciastek, w Zastawiu – Aleksander Ciempiel, na Woli – Jan Wezgraj i Ignacy Liponoga, w Sosnowej Woli – Stanisław Ofiara, w Kol. Wyżnianka- Stanisław Dekiel, w Kol. Natalin – Aleksander Pietrusiński i w Ludmiłówce – Józef Łojek.

Trudności w organizowaniu oddziałów czy trójek politycznych nie było, ponieważ ludność z okresu przedwojennego wyniosła duże uświadomienie polityczne i społeczne. Tak intensywnie prowadzona praca organizacyjna spowodowała, że w 1942 r. każdy dzierzkowianin, zdolny do noszenia broni czy tez pracy politycznej, był zorganizowany. W tym to czasie wysuwa się na pierwszy plan sprawa uzbrojenia oddziałów. Sytuacja była taka , że było dużo zorganizowanych, a mało broni. Sprawa dozbrojenia staje się tym bardziej pilna, że na terenie gminy pojawiły się różne grupy bandycko-złodziejskie, podszywając się niejednokrotnie pod organizacje konspiracyjne i co noc rabujące, począwszy od świń, kożuchów, butów, biżuterii aż do majteczek i pieluch dziecięcych włącznie. Tym wyczynom postanowiły się przedstawić oddziały BCh. Chcąc postanowienie wprowadzić w życie, trzeba było mieć tzw. środki wykonawcze, tzn. uzbrojenie. Sprawę te załatwiano poprzez wyszukiwanie broni z okresu wojny bądź też przez zakupy.

Odrębną dziedziną, poza szkoleniem wojskowym, było organizowanie sieci kolportażu prasy podziemnej, której trasa biegła z Lublina poprzez teren powiatu puławskiego do naszego powiatu. Punkt rozdzielczy na powiat kraśnicki ustalono najpierw w Dzierzkowicach Woli, początkowo w domu Jana Wezgraja, a później Józefa Adamskiego, skąd prasa ciągnęła dwoma trasami: jedna na południe przez Ludmiłówkę, a druga na wschód przez Wyżniankę i Kraśnik.

Czytaliśmy prasę centralną: „Przez Walkę do Zwycięstwa”, „Żywią i Bronią”,

„Polskę Ludową”,”Żywią”, „Orkę” i inną; otrzymywaliśmy też prasę z innych obozów politycznych. Ponieważ prasa centralna była nieraz opóźniona, rozglądaliśmy się za możliwością wydawania własnych biuletynów. Dotychczas tylko ludowcy ze wsi Boby wydawali krótkie biuletyny. Do wydawców tych należeli: Stanisław Komza „Biały”,Konstanty Winkler „Maciej”,Aleksander Rychter, Feliks Bielas „Zew”,Stefan Rola „Sten”. Uzupełniono sprzęt drukarski i w ten sposób uruchomiono pismo lokalne pt. „Snop”.Pismo to zostało włączone do ogólnej sieci kolportażowej. Podawało ono najświeższe wiadomości, jak również propagowało wiele akcji, które były podejmowane przez powiatowe kierownictwo Rocha i BCh.

Dużo uwagi kierownictwo poświęcało wyszkoleniu wojskowemu oddziałów BCh. Do tej pracy zwerbowano Franciszka Piotrowskiego, z zawodu inż. leśnika, Leona Ryczka, nauczyciela,oraz Pawła Cieślika prawnika i Zygmunta Jacha, nauczyciela. Werbunek ten przeprowadził Józef Adamski , ponieważ on ich wszystkich znał. Wiele trudu trzeba było poświęcić, by zwerbować tych tych inteligentów do ruchu ludowego. Brakowało nam jeszcze sapera do wyszkolenia dywersyjnego. Nie mając innego wyjścia, funkcje te powierzono Stefanowi Roli z Urzędowa. Ustalono szkolenie wojskowe przynajmniej dwa razy w miesiącu.

Okupant zorganizował swoja administrację; wszystkie urzędy zostały obsadzone rozmaitymi odszczepieńcami od narodu (Volksdeutsche), które chciały zrobić majątek na wysługiwaniu się okupantowi. Burmistrzem w Dzierzkowicach został mianowany jeden z przesiedleńców, który był zupełnie oddany okupantowi i w sposób wulgarny, a w wielu wypadkach nawet zwierzęcy wyżywał się na ludności, bijąc nahajem i ubliżając od „polskich świń”. Szczególnie srożył się przy oddawaniu kontygentów. Zawsze otaczał się policjantami granatowymi.

Ze względu na wysokie opłaty za przemiał, ludność korzystała potajemnie z przemiałów nocnych. Jeden z policjantów kapral Prick, podpatrzył ten proceder i omal nie został zlikwidowany przez bechowców. Uniknął jednak śmierci, ale nikomu nie doniósł, że został ranny.

Akcje kolczykowania bydła prowadził na terenie gminy niejaki Goch, który niejednokrotnie krzywdził ludzi. Wobec znęcania się nad chłopami ze strony burmistrza i Gocha oddział BCh postanowił ich ukarać karą chłosty i okolczykowaniem Gocha. Burmistrz dostał swoją porcję, nikomu o tym nie zameldował i po kilku tygodniach wyniósł się z Dzierzkowic. Dopiero następnego roku został wytropiony przez bechowców na terenie powiatu krasnostawskiego i tam zgładzony przez żołnierzy BCh, przebywających w podchorążówce w tym powiecie. Goch natomiast zadeklarował swoje usługi dla podziemia i zobowiązał się ściśle przestrzegać zaleceń organizacji.

W 1943 r. organizacja przeszła na system piątkowy, a w całym powiecie zaczęła przygotowywać administrację. Organizatorem tego aparatu na powiat kraśnicki został mianowany Bogumił Bryndza. Był on starym i doświadczonym samorządowcem. Do obowiązków jego należało także powołanie Straży Samorządowej, która stanowiła milicję. Komendantem rejonu został mianowany Czesław Zapalski, a komendantem posterunku w Dzierzkowicach został Wojciech Bańka, zamieszkały na Rynku.

W tym samym czasie nabiera rumieńców organizacja kobieca – LZK wraz z Zielonym Krzyżem. Placówki tej organizacji pojawiły się we wszystkich gromadach i to liczne. Przewodziła im Marysia Ciempielówna z Wyżnicy. Zaczęło się skrzętne gromadzenie różnych materiałów sanitarnych dla oddziałów bojowych oraz sucharów na zaaprowizowanie oddziałów leśnych.

Równolegle do tego bechowcy zaczynają intensywnie zbierać broń i amunicję: niejednokrotnie jeździli po nią furmankami nawet do Radomia, gdzie zaopatrywali się przeważnie w Visy. Stan uzbrojenia dochodzi wkrótce do kilkunastu sztuk broni na jedną placówkę.

W skali powiatu rozpisano pożyczkę – ofiarę na dozbrojenie oddziałów w postaci cegiełek o wartości 20,50,100,500i 1000 zł. Fundusze rosły, ponieważ ofiarodawców było wielu. Dzięki temu sprawa zakupu broni posuwała się naprzód.

Postanowiono uzbroić w każdej wsi chociażby 10 osobowy oddział specjalny, ażeby zabezpieczyć wieś przed bandami. W tym celu porozumiano się z kierownictwem GL i PPR, z Aleksandrem Szymańskim „Alim” i z innymi grupami i postanowiono, że uważać się będzie wszystkie mniejsze grupy niż 10-osobowe za bandyckie. To porozumienie walnie przyczyniło się do zlikwidowania band rekrutujących się bądź z niektórych organizacji, bądź też z elementu niezorganizowanego. W jesieni 1943 r. oddział nasz pomógł oddziałowi GL z Ludmiłówki i Grabówki gdzie PPR miał największe wpływy. W międzyczasie zainteresowano się znalezioną w lesie małą dziewczynką, która okazała się Żydówką pozostawioną bez żadnej opieki. Adamski Józef oddał ja na wychowanie pani Ołdakowej, warszawiance, która wtedy mieszkała w naszej wsi. Organizacja BCh dostarczała wyżywienia na jej utrzymanie. W parę dni później ochrzczono ja; otrzymała imię Basia, a chrzestnym jej był sekretarz gminy Czesław Tłuścik.

W tym czasie rozpoczęła się, podobnie jak i w całym kraju, akcja scaleniowa, mająca na celu stworzenie jednego wojska konspiracyjnego. Dzierzkowiacy nie bardzo kwapili się do nowej nazwy AK, tym bardziej że kierownictwo tej organizacji składało się w większości z ludzi którzy byli w obozie sanacyjnym względnie narodowcowym. Niejednokrotnie dochodziło na tym odcinku do nieporozumień z władzami okręgowymi Roch i BCh. Przewodniczący Rocha na okręg lubelski, Stanisław Wójcik” Kwaśniak”, dwukrotnie w tej sprawie przyjeżdżał do Dzierzkowic i nalegał na przewodniczącego naszej piątki politycznej, Antoniego Łuszczaka, by przyspieszyć scalenie. Niejednokrotnie dochodziło do głośnych dyskusji, ponieważ chłopi nie chcieli na takich warunkach, jakie proponowano, pójść na akcję scaleniową.

Na takich i tym podobnych kłopotach zeszłą zima z 1943 na 1944 r. Wczesną wiosną przez Dzierzkowice przeszły dwa większe oddziały partyzantki radzieckiej – pierwszy pod dowództwem kapitana Czepigi w sile ok. 300 ludzi, i drugi im. Wandy Wasilewskiej w sile ok 1500 ludzi. Obydwa te oddziały zatrzymując się w Dzierzkowicach nawiązały kontakty z miejscową organizacją bechowską, poczyniły rozeznanie w okolicy, a w dowód współdziałania pozostawiły dla oddziału BCH dwa karabiny oraz większą ilość amunicji do karabinów , pepesz oraz pistoletów vis.

Reperacją zepsutej broni zajął się Aleksander Ołdak, mechanik z Warszawy, oraz Stefan Wojtaszek, gospodarz domu. Obaj wywiązywali się ze swego zadania bardzo dobrze i w niejednym wypadku oddana im uszkodzona broń wracała od nich jak nowa. Za wykonywaną pracę nie przyjmowali honorariów, chyba od czasu do czasu otrzymywali zaopatrzenie w naturze.

W celu zdobycia broni oddział BCh postanowił uderzyć na Annopol, gdzie w tzw. Lipce były urządzenia mechaniczne, a załoga posiadała broń. Chociaż zakładów tych nie udało się zupełnie zdemolować, ale zdobyto trochę zaopatrzenia i broni. Dokończeniem całkowitej likwidacji tych warsztatów zajął się po pewnym czasie oddział AL pod komendą Gronczewskiego „Przepiórki”.

W miesiącach wiosennych 1944r. Ponad 200-osobowy oddział BCh powiatu kraśnickiego, pod dowództwem Wiktora Kierzka „Nitki” , przyszedł z pomocą puławskim oddziałom BCh w urządzeniu akcji na Kępę, gdzie stacjonował większy oddział własowców, pozostających na służbie niemieckiej. Po drodze na miejsce akcji napotkano zniszczoną przez Niemców wieś Chruślinę, leżącą na pograniczu powiatu kraśnickiego. W tej okolicy kilka dni wstecz odbyła się potyczka oddziałów polskich pomiędzy sobą, a Niemcy sądząc, że są to większe oddziały partyzanckie, wieś zniszczyli.

W pobliżu Dzierzkowic-Wyżnianki znajdował się teren fabryczny, w którym Niemcy urządzili warsztaty reperacyjne samolotów. Była tam większa załoga niemiecka oraz dużo fachowców cywilnych z Niemiec. Potrzebowali oni większej ilości żywności, a w szczególności mięsa i tłuszczu. W związku z tym był uprawiany handel między ludnością cywilną a Niemcami. Ażeby przeciąć ten proceder, oddziały BCh wystawiały patrole na drogach, by w ten sposób uniemożliwić ludności dowożenie żywności dla hitlerowców. Na skutek tego stanu od czasu do czasu lotnicy oraz członkowie załogi niemieckiej wypuszczali się w teren po zaopatrzenie. W miesiącach wiosennych 1944 r. dwaj tacy śmielsi lotnicy zawędrowali aż do wsi Terpentyna, odległej o 3 km. Znajdujący się tam partyzanci zlikwidowali ich. Na drugi dzień wieś Terpentyna oraz sąsiadujące z nią gromady Dzierzkowice, Wola i Zastawie, zostały w nocy otoczone przez kordon niemiecki i obstawione karabinami maszynowymi. Niemcy dokonali wtedy masowych aresztowań ponad 300 ludzi. Akcją tą dowodzili oficerowie lotnictwa. Wszystkich aresztowanych wprowadzono do parowu; sądzili, że na stracenie albo zdziesiątkowanie. Możliwości ucieczki nie było żadnych, a wobec siły wroga także słabo uzbrojone oddziały BCh nie ważyły się na akcję, której celem byłoby odbicie aresztowanych. W pewnym momencie nadjechał jakiś wyższy oficer niemiecki, który zdołał przekonać inicjatorów aresztowań o widocznej niecelowości tej akcji i wszystkich aresztowanych wypuszczono do domów. Ludność cywilna również tłumaczyła, że zastrzelenia lotników na pewno nie dokonali miejscowi, tylko jacyś przygodni osobnicy niewiadomego pochodzenia.

Tejże wiosny został zorganizowany w Dzierzkowicach kurs dla policji podziemnej, zgrupowanej w tzw. Państwowym Korpusie Bezpieczeństwa. W kursie tym wzięło udział ok.300 ludzi. Głównym prelegentem i wykładowcą był dawny inspektor wojewódzki policji przedwojennej „Bolesław”. Kurs ten był ubezpieczony przez miejscowy oddział BCh pod dowództwem Jana Dudka, a zaprowiantowany przez miejscowe koło LZK. Kurs odbył się sprawnie i z dużym pożytkiem dla uczestników. Za tak sprawne przeprowadzenie kursu powiatowy komendant PKB Adamski Józef ofiarował wykładowcy „Bolesławowi” swój własny pistolet typu vis, z większym zapasem amunicji.

Celem przeszkolenia służby sanitarnej dla BCh zaszła konieczność zorganizowania trzydniowego kursu dla LZK i ZK. W porozumieniu z władzami powiatowymi i wojewódzkimi BCh zorganizowano w Sosnowej Woli taki kurs dla trzech powiatów, tj. kraśnickiego, puławskiego i krasnostawskiego. Wykładowcami na tym kursie byli :Bolesław Resztak -powiatowy komendant BCh, Konstanty Winkler – członek piątki powiatowej Rocha, a także „Pszeniczna” – Genowefa Osiejowa przewodnicząca kierownictwa wojewódzkiego LZK. Kurs ten ubezpieczali żołnierze BCh pod dowództwem por. Zygmunta Jacha „Paska”. Kurs ten spełnił swoje zadanie. Koledzy i koleżanki z „Wici” rozeszli się z wielką serdecznością.

Sytuacja polityczna stawała się coraz bardziej skomplikowana. Polityka władz oficjalnych, zarówno rządu londyńskiego, jak i delegatury w kraju, nie wyczuwała sytuacji. W związku Radzieckim powstawał nowe siły, które w oparciu o sojusz polsko-radziecki chciały budować wolną ojczyznę. Na tym tle i w takiej sytuacji akcja scaleniowa nie mogła być doprowadzona do skutku na naszym terenie. Działacze ludowi z naszego terenu nawiązują kontakty z PPR i AL, a to z Aleksandrem Szymańskim, z „Polą”, z „Krakuskiem” oraz ze „Średnim”. Z uwagi na to że bechowcy posiadali znaczny stan ludzi, ale mało broni,dogadywano się z nimi w sprawie organizowania wspólnych oddziałów bojowych. Dochodziło w tej sprawie do spotkań, a nawet w Ludmiłówce w dniu 1 czerwca 1944 r. zostało podpisane porozumienie pomiędzy Rochem i komendą BCh z jednej strony, a powiatowymi władzami PPR i Al z drugiej. To porozumienie zobowiązywało w pierwszym rzędzie do ścisłego współdziałania oddziałów BCh i AL w walce z Niemcami oraz w obronie sił własnych przed wyniszczeniem, w ochronie mienia chłopskiego, w odbijaniu aresztowanych, w walce z transportami wroga, przeciwdziałaniu wywożenia dobra narodowego, dezorganizowaniu życia na tyłach wroga oraz sianiu paniki wśród cofających się oddziałów niemieckich, aby w ten sposób uniemożliwić okupantowi planowe wycofywanie się i niszczenie chłopskich zagród. Komórki AL zobowiązały się zaopatrzyć oddział partyzancki BCh w broń automatyczną z tym, że do tego oddziału wejdą żołnierze AL. Przedstawiciele BCh zobowiązali się że otrzymana broń nie przejdzie w ręce reakcji. Dla utrzymania łączności oddział BCh otrzymał krótkofalówkę oraz rakietnicę. Przedstawiciele BCh zobowiązali się także do niepodporządkowywania BCh oddziałom AK. Ponadto przyrzeczono sobie poprawność i braterską serdeczność w stosunkach pomiędzy kierownictwami i poszczególnymi żołnierzami. Protokół ten podpisali przedstawiciele kierownictw powiatowych, zarówno Rocha i PPR jak i komend powiatowych BCh i AL.

Miesiąc czerwiec i lipiec upływa w nasze gminie na gorączkowym organizowaniu oddziału partyzanckiego. Stan tego oddziału miał wynieść od 250 do 300 ludzi.

Około 10 lipca została ogłoszona mobilizacja oddziałów i placówek BCh, z uwagi na to że front przybliżał się i Niemcy mogli w każdej chwili się wycofywać. Pomimo tego że tej niedzieli nie było pogody, wszystkie placówki stawiły się na miejscu zbiórki w Wyżniance. Ponieważ komendant placówki najdalszej gromady w gminie , Natalina , porucznik Pietrusiński Aleksander „Granat” przyszedł ze swoim oddziałem na miejsce zbiórki pierwszy, został mianowany dowódca całego rekrutującego się oddziału. Na drugi dzień zgrupowanie to liczyło już ponad 200 ludzi. Przeprowadzono też pierwszą akcję, gdyż w tym miejscu pojawił się mały samochód pancerny z załogą stanowiącą czterech Niemców. Po krótkiej, lecz gęstej wymianie strzałów Niemcy poddali się. Na rozkaz dowództwa powiatowego oddział ten został przesunięty do Dzierzkowic – Zastawia, do majątku. W czasie tego przeszeregowania z Urzędowa przyszedł kurier od oddziału AK z prośbą o natychmiastowe wsparcie, gdyż związał się on w walce z przeważającym liczbowo oddziałem niemieckim, przeważnie złożonym z Kałmuków, którzy po drodze wszystko rabowali i mordowali miejscową ludność. Jak się okazało, pomoc ta była bardzo potrzebna i zjawiła się w najgorętszym okresie walki. Urzędowiacy bowiem byli spychani z pola w opłotki własnej wsi, a to groziło spaleniem całej wsi i utrudniało obronę. Natarcie nowego oddziału BCh całkowicie zdezorganizowało przeciwnika, który zaczął się wycofywać bezładnie. Dokonano zupełnego pogromu. Zdobyto cały szereg samochodów ciężarowych wraz z bronią i umundurowaniem.

W tym samym czasie do Dzierzkowic przybyły dalsze placówki BCh pod dowództwem por. Wojciech Zaremby „Potoka” z Ludmiłówki. W rejonie tym także znalazł się oddział AL pod dowództwem „Przepiórki”. Oddziały te, na skutek błędnych informacji zaczepiły czołówkę wojsk niemieckich na terenie wsi Podwody, cofającą się przez Dzierzkowice, Ludmiłówkę, Księżomierz na Annopol, powodując tym spalenie wsi oraz ponosząc straty w zabitych i rannych. Poległ wtedy dzielny partyzant AL por „Zając”. Całemu oddziałowi groziło całkowite okrążenie, a nawet zagłada, ponieważ prowadził walkę z oddziałami frontowymi, dobrze uzbrojonymi i zahartowanymi w walce. Ocalenie zawdzięczać należy roztropności i zachowaniu zimnej krwi przez Wojciecha Zarembę, który nakazał wycofanie się. To uratowało nasze oddziały i umożliwiło im wyjście z okrążenia bez większych strat oraz zabranie ze sobą rannych i zabitego „Zająca”.

Po powrocie z Urzędowa, dzierzkowiacy nie cieszyli się długo dokonanymi czynami. Dały znać o sobie już pierwsze pociski artylerii radzieckiej. Ludność była zmuszona do ukrycia się w parowach, gdzie też ją dosięgały pociski. Na Woli zabito parę koni, które należały do Jana Adamskiego, oraz raniono 6-letniego chłopca, syna Józefa Adamskiego, a w Zastawiu zostały zabite dwie osoby dorosłe. Na drugi dzień rano, była to sobota 20 lipca 1944 r. wojska radzieckie całą masą szły przez Dzierzkowice w kierunku Wisły i leżącego nad nią miasteczka Józefowa .Maszerującym oddziałom radzieckim i polskim ludność cywilna zgotowała gorące i owacyjne przyjęcie. Obrzucała maszerujące oddziały kwiatami i częstowała, czym kto mógł i miał.

Od tej chwili zaczęło się nowe życie, budowa nowej rzeczywistości i naprawa tego, co okupant zniszczył.

Józef Adamski urodził się 16.II.1908 r. w Dzierzkowicach, pow Kraśnik, w rodzinie chłopskiej. W Kraśniku ukończył 6 klas gimnazjum; naukę musiał przerwać ze względu na brak środków materialnych. Po powrocie do rodzinnej wsi pracował w gospodarstwie swoich rodziców. Należał do organizacji gospodarczych i spółdzielczych, również do ZMW „Wici”. Od 1932 r. należał do SL.

W październiku 1939 r. wstąpił do ZWZ, a w czerwcu 1941 r. przeszedł do BCh, gdzie pełnił funkcję zastępcy komendanta obwodowego.

Po wyzwoleniu, w 1944 r. był jednym z organizatorów SL w pow. kraśnickim, następnie pełnił funkcje sekretarza Zarządu Powiatowego tego Stronnictwa aż do zjednoczenia stronnictw ludowych. W 1958 r. został z-cą prezesa Powiatowego Komitetu ZSL w Kraśniku. Zmarł 2.VII. 1965 r.

formats

Przedmioty codziennego użytku

formats

Leopold Rachoń

formats

Bolesław Sałamacha

formats

Tajne nauczanie

Nauczyciele zaangażowani w tajnym nauczaniu w Dzierzkowicach:

(źródło: Rocznik Ogniska Nauczycielskiego w Lublinie nr.4 z 1972 r.)

  • Stanisława Dygut Pruszńska
  • Paulina Dumańska Gryszeta
  • E i A Musiałowie
  • Sylwina Kuśmiderska
  • T. Skubik
  • B.Rachoń
  • ks. F. Gzik
  • Stanisława Majewska
  • J. Tomaszewski
  • Zygmunt Jach
  • A i A Musiałowie
formats

Gazeta Ster

formats

Antoni Skibiński